Hm. Co tu duzo pisac. Ostatnio bawie sie zyciem. I byc moze bede tego zalowac, ale co tam, raz sie zyje. Tak czy nie? :]
Smiac sie głosno w najmniej odpowiednich momentach. Tanczyc do upadlego. Poznawac nowych ludzi. Odkrywac na nowo tych, ktorych juz znamy. Spiewac. Wciaz na cos czekac. Robic sobie 'wakacje' w lutym. Ogladac banalne komedie romantyczne i rozklejac sie przy nich. Byc wredna, zlosliwa, uparta jak osiol, niereformowalna istota i czuc sie z tym rewelacyjnie. Nie martwic sie tym, co będzie jutro.
A zycie ostatnio zaskakuje tak, jak nigdy. I czesto nie wiem, co powiedziec albo brakuje mi slow, by odpowiednio to wyrazic. Wszystko jest zdecydowanie za bardzo skomplikowane. Ale po raz pierwszy nie czuje sie zagubiona w takim metliku, a wrecz przeciwnie- jest mi dobrze.
Bo czuje, ze zyje, a nie biernie 'egzystuje'.
Łyzka spontanicznosci. Dwie łyzki smiechu. I szczypta szalenstwa. Mieszanka wybuchowa. Smacznego.








--
"Things alter for the worse spontaneously, if they be not altered for the better designedly. "
Previous PageNext Page